felieton

Czyżbyśmy... dorastali?

Koniec. The End. Finito. Polska reprezentacja U-21 porażka z Francją pożegnała się z mistrzostwami świata, a w chwili, w której piszę te słowa, pozostał przed nią jedynie mecz o honor z Egiptem. Nie da się ukryć, iż jest to wynik znacznie poniżej oczekiwań, gdyż patrząc na siłę naszego kraju w MZ-cie, play-offy to absolutnie cel minimum - wypadałoby jednak dodać, że sim po naszej stronie nie stał. I że tacy Szwedzi nawet eliminacji nie przeszli. Ale ja nie o tym, od relacji z zawodów jest ktoś inny. Ja bardziej o pewnym zjawisku.

Moja pamięć z dawnych czasów MZ-ta dość jednoznacznie mówi, co zazwyczaj zdarzało się na forum w analogicznych sytuacjach. "Skandal", "kompromitacja", "żądamy dymisji" - takie i podobne słowa lubiły przewijać się w postach, tym razem jednak wygląda na to, iż obędzie się bez wielkiej awantury. Faktem jest, że sytuację na pewno złagodziły statystyki meczów - trudno nie zwalić przynajmniej części winy na sima - niemniej wydaje mi się, iż cała dyskusja (notabene niespecjalnie długa) to przejaw szerszego zjawiska. Przejaw... dorastania. Można by jeszcze zwalać na malejącą aktywność forum, ale ta od jakiegoś czasu wydaje się względnie stabilna, zresztą całkiem przyzwoite liczby postów w typerze Ekstraklasy sugerują, iż ktoś na to forum jednak zagląda. Nie można za to ukryć, że znaczna część przewijających się nicków to nicki starych MZ-towiczów, których sporo pamiętam jeszcze sprzed swojego dłuższego odpoczynku od gry. Ludzi, którzy często zaczynali zabawę jeszcze jako młokosy, a w międzyczasie poszli na studia, do pracy, niektórzy doczekali się rodzin czy dzieci... Wraz z wiekiem zaś ich spojrzenie na świat trochę się zmieniło. MZ przestał być najważniejszy w życiu, ustępując miejsca znacznie pilniejszym sprawom, a forumowe wojenki mało kogo interesują, ba! - ich fani zapewne sami w którymś momencie stwierdzili, że do niczego nie prowadzą, a w sumie to czy wojna jest dobrym sposobem rozwiązania konfliktu? No właśnie...

Ostatnia bardziej zażyła dyskusja na forum miała miejsce przy okazji wyborów na selekcjonera. Nie da się ukryć, że było trochę nerwowo - padło parę mocnych słów, garść oskarżeń czy szczypta złośliwości - koniec końców jednak skończyło się szczęśliwie, wszyscy się nawzajem poprzepraszali, pogodzili i generalnie wróciła dawna sielanka. Najznamienniejszym wydaje się jednak fakt, że kiedy Chrismaster próbował kampanii opartej na wywyższeniu się ponad innych kandydatów, na pokazaniu swojej "lepszości", został za to skarcony i zganiony przez większość piszących. A spam, który zawsze towarzyszył wyborom, nagle okazał się w oczach forumowiczów nie zwykłą reklamą, lecz nieczystą zagrywką. Że to wszystko oczywiste? No właśnie... nie! Starsi stażem menedżerowie na pewno pamiętają jeszcze kampanię wyborczą Datatkka. Tam cała społeczność została dosłownie zalana wciskającymi się drzwiami i oknami wiadomościami na KG, FL-kami, toną reklamy w temacie o wyborach czy wreszcie tanimi tokenami, z których później zresztą wynikła słynna "TokenGate". Podczas całej akcji na myśl przychodziły olbrzymie, walące po oczach billboardy w centrum amerykańskiego miasta, a żeby kampanii nie zauważyć, trzeba było chyba wyłączyć komputer, schować się w ciemnej piwnicy i zamknąć tam na cztery spusty, choć i ta metoda nie wydawała się pewna. Nie dało się nie przeczytać o wspaniałości kandydata, jego doświadczeniu, wyższości nad wszystkimi innymi i tak dalej, i tak dalej... Wówczas jednak większość - w przeciwieństwie do ostatnich wyborów - wypowiadała się za takimi metodami! Bo reklama dźwignią handlu, bo przecież Datatkk to dobry kandydat, bo co nie jest zabronione, jest dozwolone... Mniejsza o to, że sam przyszły selekcjoner najmniej przyczynił się do całej tej zabawy, zdając się na sztab - ta kampania nie była absolutnie żadnym wyjątkiem, może tylko środków zastosowano więcej niż zazwyczaj. W tamtych czasach praktycznie co wybory odbywały się na forum regularne wojny, a wiele osób prześcigało się w pomysłach na co oryginalniejsze metody zachęcania graczy do oddania głosu na siebie - albo zniechęcania do głosowania na przeciwnika. Wszystkie chwyty dozwolone.

Tyle że taka zabawa z biegiem czasu zaczyna się nudzić. Czym starszy jest człowiek, tym lepiej dostrzega, że nie liczy się opakowanie, a to, co jest w środku, że buńczuczne zapowiedzi nie zastąpią realnych wyników, a "najlepiej reklamowany" nie zawsze znaczy: najlepszy. Jak się ktoś parę razy "przejedzie", w końcu zrozumie, że kiedy dżem na opakowaniu wypełnia połowę rogalika, niekoniecznie będzie go tyle samo we właściwym produkcie (serio, raz się na taki naciąłem w Czechach - dżemu były może ze dwie krople). I dlatego w którymś momencie tendencja się odwraca - nadmiar reklamy nie tylko nie zachęca do głosowania, ale wręcz odrzuca od kandydata, sugeruje, iż ktoś wychwalając siebie, próbuje zamaskować swoje wady. A taki spam na KG zaczyna być postrzegany negatywnie, ponieważ - nie da się ukryć - ściąga głosy przede wszystkim ludzi nieuświadomionych, ludzi, którym się nie chce zaglądać na forum czy też jeszcze nie dobrnęli do etapu, w którym przed zakupem cukierka upewniają sie, że właśnie o taki cukierek im chodzi. Mimo że jeszcze parę lat temu spam to był absolutny mus, miał go w arsenale prawie każdy kandydat i mało kto widział w nim coś złego.

Trochę się uczepiłem tematu wyborów, niemniej wydaje mi się, iż one po prostu najjaskrawiej obrazują pewne zjawiska, które dotyczą całego forum. Niegdyś wystarczył jeden, jedyny krzykacz, który kogoś oskarżył o coś, a zaraz za tym krzykaczem szła cała jego świata, popierając każde jego słowo i dorzucała swoje kamienie, z drugiej strony zaś pojawiał się drugi krzykacz, co też krzyczał głośno i miał swoich zwolenników, a wygrywał ten, co fanów zaskarbił sobie więcej, tudzież jego fani głośniej krzyczeli. Teraz wygląda to nieco inaczej: kiedy ktoś za bardzo próbuje się "pokazać", zaraz pojawia się grupka, która próbuje go wyprostować, złagodzić dyskusję i doprowadzić do pokoju. Oczywiście nie zawsze się pokojem kończy, a paru krewkich tak czy tak do końca będzie walczyć o swoje racje, niemniej jednak kiedyś tacy agresorzy często mogli czuć się zwycięzcami - teraz trudno o nich powiedzieć, aby mieli wielkie poparcie. Ludziom w pewnym wieku ciągłe kłótnie się już nudzą, większość prędzej czy później dostrzega, że dyskusja oparta na atakach do niczego nie prowadzi, a co najwyżej pogłębia podziały, bo im bardziej ktoś uparcie narzuca swoje racje, tym bardziej nie zgodzi się z nimi przeciwnik - nawet nie dlatego, że uważa inaczej, lecz aby nie pokazać słabości, aby nie dać temu drugiemu szansy na poczucie się zwycięzcą. Z tego powodu kiedy naprawdę im zależy, zaczynają szukać spokoju i dyskusji, kompromisu, unikają bazowania na emocjach bardziej, niż jest to konieczne. Kto chce mieć rację, ten krzyczy, kto chce osiągnąć porozumienie - rozmawia. A że "manie racji" w internecie to nie jest coś mega atrakcyjnego dla dojrzałego człowieka, który zazwyczaj posiada dużo bardziej złożone problemy, dyskusje się uspokajają, a głos zabierają ci, którym szczerze zależy. Zależy na dojściu do prawdy, a nie na wypromowaniu się.

Czy to dobrze, że dorastamy? W gruncie rzeczy chyba tak, za dzieciństwem zawsze będzie się trochę tęsknić, ale w zamian uzyskujemy jakieś szersze pojęcie o świecie. Niestety, to dorastanie niesie za sobą jeszcze jeden skutek, tym razem negatywny. Bo czy forum może być ważniejsze od realnego życia? Czy można olać egzamin, nie wyspać się do pracy, nie przewinąć dziecka, bo... ManagerZone? No właśnie, nietrudno odgadnąć, do czego zmierzam: aktywność. A właściwie jej brak. Co tu kryć: mały szczyl, co właśnie odkrył nową gierkę, świata poza nią nie będzie widział, gotowy poświęcić niemal całe życie dla paru wygranych ligówek, ktoś starszy jednak kilka razy już coś takiego przeżył. Jego na pewno nadal rajcują fajne dyskusje, lubi pochwalić się kolegom z gry piłkarzami, taktyką czy nawet czymś zupełnie niezwiązanym z MZ-tem, jak zdjęciami z wakacji - ale dorosłość oznacza więcej obowiązków. Najpierw studia (choć nie każdego one dotyczą), potem praca, gdzieś po drodze żona, dzieci... Nie ma już tyle czasu, co było kiedyś, a jakaś gra internetowa nie jest warta poświęcania dla niej wszystkich wolnych chwil. Oczywiście nie znaczy to, że dorośli kompletnie zniknęli z MZ-ta - od czasu do czasu przewijają się tu i ówdzie, czasem coś skomentują, czasem znajdą nawet moment na dłuższą debatę - generalnie jednak ich aktywność stopniowo maleje, a nowego narybku coraz mniej. I powiem szczerze: nawet mi niekiedy trochę brakuje tych agresywnych dyskusji, burzliwych debat czy głośnych krzyków. Nie dlatego, że byłem ich szczególnym fanem - po prostu w ich czasach więcej się działo. Wtedy zawsze szło znaleźć jakiś ciekawy temat, teraz w mało którym wątku można oczekiwać prawdziwej debaty. Ale takie już są koszta dorosłości.

I oczywiście fajnie by było to poderwać, choćby teraz, żeby forum przynajmniej na parę dni odżyło (do czego zresztą bardzo wszystkich zachęcam - pisanie nowych wątków i wypowiadanie się w istniejących nie gryzie) - niemniej trudno oczekiwać cudu. Bo motywacja może przynieść wiele pozytywnych skutków, ale w ostateczności nie ma szans wygrać z dużo ważniejszym czynnikiem: brakiem czasu. Który doskwiera przede wszystkim dorosłym MZ-towiczom.