felieton

O debiutanckim ego

Niewielka, jasno oświetlona słońcem polana w środku lasu. Z dala od wszelkich ludzkich szlaków, jakby odcięta od świata, miejsce, w którym ciszę mąci jedynie nieśmiały śpiew ptaków oraz delikatny szum wiatru wśród gęstych koron drzew. Natura egzystuje tutaj praktycznie nietknięta, od czasu do czasu demonstrując namiastkę swojego piękna człowiekowi, co zgubiwszy swą drogę, odnalazł przypadkiem to miejsce. Istna sielanka wokół. Miejsce idealne? Na wakacje, romantyczny spacer czy po prostu odetchnięcie od miejskiego zamętu - na pewno. Ale na pewno nie tak powinien wyglądać temat z komentarzami do TheZone.

Nie da się ukryć, iż w ostatnim czasie aktywność w MZ-cie nie powala - zresztą tydzień temu coś o tym napomknąłem - a trochę rykoszetem dostaje z tego powodu oficjalna gazetka gry. Komentarzy jest znacznie mniej niż jeszcze jakiś czas temu, wojen prawie w ogóle, a gdyby odliczyć redakcję, liczba komentujących rzadko przekracza trzech. Ostatni numer, który spotkał się z dużym odzewem na forum, to numer, który przez kilkanaście godzin się nie wyświetlał z powodu pomyłki składacza - nietrudno się domyślić, skąd nagłe ożywienie czytelników... Mógłbym jeszcze dalej owijać w bawełnę, stosując coraz to bardziej wyszukane porównania, niemniej wydaje mi się, że każdy już mniej więcej rozumie, o czym będzie ten tekst. Bo mam zamiar napisać parę słów o komentowaniu TZ-ta.

Nie da się ukryć, że gazeta powstaje dla czytelników, a jej celem jest zadowolenie tej właśnie grupy docelowej. Dlatego właśnie bardzo fajnie jest, kiedy wiemy, że nasza grupa docelowa istnieje - i nie liczy ona pięciu osób, a piętnaście, a może i pięćdziesiąt. Owszem, można by chociażby zliczać wejścia na stronę z numerem czy nawet z każdym artykułem z osobna, ale nie o to tutaj chodzi. Każdy z redaktorów, nawet jeśli się do tego nie przyznaje, gdzieś głęboko w duchu ma taki piskliwy, cichutki głosik, który mówi coś w stylu: komentujcie, proszę! Bo odzew oznacza, że jest czytany. Bo odzew oznacza, że ileś godzin poświęconych na tekst nie zostało zmarnowanych, że ktoś artykuł zobaczył, zapoznał się z nim i nawet poczuł jakieś emocje z nim związane. Nawet negatywny komentarz - o ile nie jest to jedynie narzekanie dla narzekania - daje znacznie więcej niż brak komentarza. A wręcz bywa bardziej wartościowy od pozytywnego, jeśli w rzeczowy sposób tłumaczy, co można by zrobić, aby artykuł poprawić. Najważniejsze jednak, aby post na forum był - bo dzięki takim właśnie postom wiemy, w jakim kierunku zmierzać. Wiemy, czego oczekują czytelnicy i jak się do nich dostosować, sprawiając im radość z przeglądania kolejnych stron gazety. Nie da się bowiem ukryć, iż dużo łatwiej dogodzić temu, kto mówi, czego potrzebuje - brak opinii pozostawia nas w niewiedzy, kiedy możemy się jedynie próbować czegoś domyślić, ale zawsze jest to obarczone jakimś błędem, złą interpretacją czy po prostu niezrozumieniem pewnych potrzeb grupy docelowej. Chcemy po prostu wiedzieć, jaką drogę należy obrać.

I warto tutaj napomknąć, iż najcenniejsze są posty bardzo konkretne, mówiące jasno o wybranych artykułach. Teksty w stylu "Super TZ, fajnie pracujecie, chłopaki!" oczywiście pomagają, ale... to nie jest do końca to. Oczywiście taka motywacja nie zaszkodzi, nie da się jednak ukryć, iż każdy po cichu marzy o połechtaniu jego ego. Może posłużę się przykładem Ligi Klanów, w której większość czytelników zapewne występuje. Kiedy kapitan po wygranym meczu powie "Brawo, panowie!", to jest fajnie, zawodników cieszy wygrana. Ale kiedy doda "Rewelacyjnie się spisałeś, XXX, gdyby nie Ty, przegralibyśmy ten mecz!", to... chyba jest już nieco inaczej, prawda? Pojawia się poczucie dumy, taka mała pycha: ha, to ja byłem najlepszy, zostałem wyróżniony! I właśnie o to mniej więcej w komentowaniu chodzi! Kiedy pismak widzi, iż jego artykuł spotkał się z odzewem, motywacja momentalnie rośnie, pojawia się poczucie sensu tej całej pracy, chęć udowodnienia, iż na swoje komentarze w pełni zasłużył. I o ile w czasach gazet papierowych trzeba było jakoś bez komentarzy żyć, bo nie każdemu chciało się ruszyć na pocztę i jeszcze dopłacać za znaczek, o tyle teraz komentarz to napisanie kilku zdań i jedno kliknięcie. Bardzo niewielki wysiłek, na który stać każdego. Mam więc nadzieję, że nie zawiedziecie!

Skąd w ogóle tytuł i dlaczego podobny felieton publikuję właśnie teraz? Bo teraz nastał okres, w którym komentarze są potrzebne najbardziej. Stare pryki już się przyzwyczaiły do mizernego odzewu i wiedzą, że nie do końca oddaje on zainteresowanie - taka już ludzka natura, że najchętniej odzywamy się wtedy, kiedy coś nam się nie podoba, fajne rzeczy pomijając milczeniem - mimo wszystko jednak ostatnio w redakcji pojawiło się kilka nowych twarzy. W chwili, w której piszę te słowa, w numerze są już artykuły pięciu nowych redaktorów, a być może nawet pojawi się ich więcej. To właśnie ci ludzie najbardziej potrzebują wsparcia czytelników, to właśnie od Was może zależeć ich redakcyjna przyszłość, ich morale. Oni chcą pisać dla Was - pokażcie, że to doceniacie! Ten cały zapał, który w naturalny sposób towarzyszy dołączaniu do redakcji, może w jednej chwili spektakularnie prysnąć niczym bańka mydlana, gdy okaże się, że w sumie to można sobie tak pisać i pisać, ale odzewu się nie doczekać przez ładnych parę tygodni, a może i miesięcy... Niech stały czytelnik zmieni się w stałego komentatora!

I nie muszą to być peany - jedno zdanie o artykule wystarczy, serio, od rozpisywania się jesteśmy my. To zdanie jest wystarczającym znakiem, że autor doczekał się czytelnika, i o to właśnie chodzi. Można napisać "super artykuł", "w porządku", "tak sobie" czy cokolwiek w ten deseń, można wdać się w szczegóły (co mile widziane), ale niech komentarz po prostu będzie. Połechtajcie ego naszych nowych pismaków, dajcie im szansę poczucia choć przez chwilę, że znaleźli się na świeczniku, że właśnie otrzymali swoje pięć minut, dokładnie tego nam obecnie potrzeba. Choć oczywiście najfajniej łechtać ego nie tylko teraz i nie tylko nowym pismakom - i oby jeszcze powróciły czasy, kiedy podobnych odezw TZ nie zawierał, bo po prostu nie były one konieczne.