realna piłka

Realna Piłka, a Mztowcy

Zastanawiałem się chwilkę i chcąc być kreatywniejszym od poprzedników wpadłem na pomysł połączenia pewnego realnego problemu z realną drużyną wpisując to wszystko w nierealną przestrzeń mzeta. Tak właśnie powstała myśl o opisywaniu psychicznego nastawienia i czynów rodzących się pod wpływem emocji meczów derbowych (i nie tylko), zagrożeń mogących czyhać na nas na stadionie, czy tez ostatecznie o jakimś problemie związanym z piłka, dotykający każdego z nas po części… Każdy pogląd zależy od punktu siedzenia – to fakt, dlatego zależy mi w przyszłości na waszych różnych opiniach.
Dzisiejszy odcinek poświęcę pomorskim derbom... zespołom Lechii Gdańsk i Arki Gdynia, których pierwsze spotkanie miało miejsce 2 września 1964 roku. Co ciekawe na poziomie ekstraklasy obydwie drużyny stanęły ze sobą w szranki dopiero po blisko 44 latach (3 października 2008). Ogólna liczba potyczek derbowych wynosi 32, z czego wygrane rozkładają się po równo (tzn. po 12), a 12 razy końcowy gwizdek sędziego oznajmiał remisowy wynik.
Zacznę może od paru zdań związanych z historią poszczególnych klubów, żeby zbytnio nie odejść od założeń działu, którego staram się być autorem.

LECHIA GDAŃSK
Data powstania: 1945
Największe osiągnięcia:
Pierwszy awans do ekstraklasy w 1948 r., 3 miejsce w I lidze(obecna ekstraklasa) w 1956 r., Puchar Polski w 1983, udział w PZP w 1983, Superpuchar w 1983, udział w rozgrywkach pucharu Intertoto w 1985.
Udane lata pod względem sportowym (najwyższa klasa rozgrywkowa) to 1955-63, 1983-88 i od 2008 do dziś.
Ciekawostka historyczna :
Po wygraniu finału Pucharu Polski w 1983 z Piastem Gliwice (2:1) Lechia pierwszy raz zagrała w europejskich pucharach (Puchar Zdobywców Pucharów). Niestety tak się poszczęściło polskiej drużynie, ze już w pierwszej rundzie została rozlosowana do pary z Juventusem Turyn (przyszłym triumfatorem turnieju), w którym w tamtych latach grały takie gwiazdy światowego formatu, jak Zbigniew Boniek, Michel Platini (plus 5 reprezentantów Włoch), a trenerem był Giovanni Trapattoni. Wynik 7-0 dla włoskiej ekipy w pierwszym wyjazdowym meczu ustalił faworyta dwumeczu, lecz w rewanżu biało-zieloni także ulegli, lecz jedynie 3-2.

Ciekawostkami tegoż wydarzenia są fakty, iż: spotkanie mogłoby się nie odbyć z przyczyn technicznych, zawieszono 200 metrowy baner z napisem Marlboro, co w tamtych czasach groziło konsekwencjami, nastąpiło 25 stopniowe wychylenie jednej z trybun i jedynie pomoc rugbistów przy jej podtrzymywaniu wpłynęła na zażegnanie niebezpieczeństwa i być może śmiertelnych reperkusji, na mecz przybył Lech Wałęsa i wyremontowano szatnie.

(poniżej wypowiedz ówczesnego dyrektora gdańskiego klubu Zbigniewa Golemskiego na ten temat:
„Gdy przy odlocie z Włoch żegnał nas Zbyszek Boniek, który wtedy grał w Juventusie, wziął nas na bok i pyta: "Słuchajcie, jak tam wasze szatnie? Jak byłem w nich z Zawiszą to nie były tęgie. Zróbcie coś, aby nie było boruty!" Odpowiedzieliśmy: "Spokojnie, będzie Europa".

A potem rzeczywiście nie żałowaliśmy farby. Nawet kafle na ścianach przemalowaliśmy! Ponadto nowe muszle i armatura natryskowa, a także podesty z drewna sosnowego... Panie sprzątające wszystko wyszorowały jeszcze dodatkowo, aby lśniło.”)

ARKA GDYNIA

Data powstania: 1929

Największe osiągnięcia:
1979 r. – Arka jako pierwszy klub z Wybrzeża zdobywa Puchar Polski, zwyciężając w finale rozegranym na stadionie lubelskiego Motoru Wisłę Kraków 2:1.


„Kilkadziesiąt minut po gwizdku Alojzego Jarguza, oznajmiającego fakt zdobycia przez Arkę Pucharu Polski, gdyńscy piłkarze rozradowani wchodzili w progi lubelskiego hotelu „Victoria”. Czekał tam na nich niemniej szczęśliwy Tomasz Korynt. Pan Tomek z powodu silnej gorączki nie mógł być nawet na stadionie. Drugim pechowcem był Bogusław Kaczmarek.Z Zagipsowaną nogą jednak po meczu odbył z kolegami honorową rundę.

Po meczu powiedzieli:
Orest Lenczyk (Wisła): To może zabrzmi śmiesznie, ale mecz ten przegraliśmy w pierwszej połowie. Wkładając dużo energii nie wykorzystaliśmy wielu szans bramkowych, a 1:0 to za mała zaliczka do prowadzenia gry spokojnej, zachowawczej.

Czesław Boguszewicz (Arka): Przed przerwą drużyna moja była zbyt zdenerwowana, co pozwoliło Wiśle dyktować warunki. Podczas przerwy udało mi się przekonać chłopców, że frycowe za brak doświadczenia już zapłacili. Czas teraz postawić wszystko na jedną kartę i odrabiać straty… Chłopcy, mimo że mocno porozbijani po ostatnich meczach, dali z siebie maksimum. Dziękuje im za to. O naszym triumfie zadecydował duch walki i determinacja, a więc elementy nie zawsze spotykane na ligowych boiskach. Radość moja jest wielka. To przecież największy sukces wybrzeżowego piłkarstwa na krajowej arenie !

Ryszard Kulesza (trener reprezentacji): Przebieg pierwszej połowy za bardzo za bardzo chyba uspokoił zespół Wisły i to się zemściło. Brawa dla Arki za wolę walki i konsekwencję. Życzę im udanego startu w Pucharze Zdobywców, zwracając uwagę, że trzeba teraz pracować jeszcze lepiej, aby dobrze zaprezentować nasz futbol na, międzynarodowej arenie.”

1979r. – Arka debiutuje w europejskich pucharach, przegrywając dwumecz w 1 rundzie (1/16) z bułgarskim Beroe Stara Zagora


Najwieksze sukcesy sportowe przypadaja na lata 1974-82, a od 2005 do 2011 z sezonowa przerwa (2007/08 – afera korupcyjna) w ekstraklasie (jednak był to okres jedynie walki o utrzymanie w tej klasie rozgrywkowej)

Wracając jednak do tematu meczy derbowych… wysłałem do fanów trójmiejskiej piłki nożnej zapytania – dlaczego lub za co kochasz swój klub? dlaczego lechici i arkowcy toczą ciągłą wojnę lub czy jest możliwość zmiany takiego stosunku do siebie na bardziej pozytywny w przyszłości?

W ankiecie poświęconej w/w zagadnieniu brało udział jedynie trzech śmiałków (Brejak z Tczewa,- reprezentant klanu ANGRY BOYS i kapitan Gdańska III i IV w Turnieju Miast, od 21-12-2011 związany z mzetem, prowadzi drużynę LECHIA GDAŃSK FANS TCZEW, która obecnie gra w div.3 ; Janek z Gdańska (Nick: jx2), będący managerem drużyny FC Gdańsk36 od 28.11.2003 (obecnie div4), członek Klanu ANGRY BOYS ; Maciej – polski FA i kapitan klanu Brzeszczotem Po Jajach - Reaktywacja), którzy o dziwo lub na moje szczęście patrzą na problemy każdy z nieco innej perspektywy (od fanatyzującego poprzez wypośrodkowanego do „aktywnego piknika”) – oczywiście nie może stać się to podstawą do wyciągania konkretnych wniosków, ale zapewne natchnieniem do dalszej polemiki czy refleksją nad własnym postępowaniem – dla mnie , jak i dla Was samych.


Odpowiedzi pierwszego ankietowanego (fanatyzującego) brzmiały:
Nazwa mojej drużyny wzięła się od nazwy naszego fanklubu z Tczewa. Lechię pokochałem w latach 90-tych,gdy akurat grał w Niej gracz z Tczewa Grzegorz Pawłuszek. Obecnie jestem prawie na wszystkich meczach "u siebie", ale jak czas pozwala jestem od czasu do czasu "na wyjeździe".
Nienawiść fanów obydwu klubów związana jest bezpośrednio z teorią – kto jest lepszy w Trójmieście (chodzi i o drużynę i o kibiców, czyli doping, oprawy, frekwencja).Tak było i raczej będzie, bo każdy chce być na szczycie. Patrząc na różne regiony kraju wszędzie jest tak samo – każdy chce, żeby jego drużyna była wyżej od lokalnego rywala!
Myślę,że etap „idealnie spokojnych stadionów” już raczej nie nadejdzie, ale i tak stwierdzam, że i tak jest spokojne, a na mecz przychodzą całe rodziny, nie ma awantur i nic nikomu nie grozi! Więc nie zawsze wierzmy w to, co mówią w telewizji, bo to nie zawsze prawda!


Drugi „wypośrodkowany” Janek odpowiedział tak:

Pochodzę z Gdańska, stąd nazwa nawiązująca do miasta, z którego pochodzę. Ogólnie interesuję się sportem, a w szczególności piłką nożną. Jestem kibicem Lechii, a moje uczestnictwo na meczach ograniczam wyłącznie do meczy u Siebie. Wyjazdowe w tv.
Co się tyczy meczy derbowych mogę rzec, iż pomiędzy klubami Lechii Gdańsk i Arki Gdynia jest konkurencja - "KTO JEST WŁADCĄ PÓŁNOCY" :). Rywalizacja powinna być wyłącznie w atmosferze kultury i wzajemnego dopingu. Sam mam dużo znajomych również z Gdyni i w atmosferze żartów lubimy sobie czasem podogryzać :) i nie raz byli ze mną w Gdańsku na meczu. Niestety są ludzie, którzy czując się bezkarnie na stadionie, próbują taką nienawiść promować, co łatwo jest wychwytywane w mediach i przedstawiane na zewnątrz.
Przyszłość rywalizacji kibiców obydwu trójmiejskich klubów powinna się odbywać wyłącznie w atmosferze walki o ciekawszy, ale kulturalny doping. Kibice powinni mieć możliwość ubierania się w swoje barwy, siadania gdzie im się żywnie podoba, by móc wymieniać się uwagami. Ale na pewno lepszy doping będzie wówczas, gdy kibice będą siedzieli w grupach
.


…Zaś trzeci Maciej, który „nie idzie do młyna, ale też nie siedzi bez ruchu, żrąc kiełbachę; żyjący meczem, podpowiadający piłkarzom :) i klnący jak szewc, gdy grają popelinę” określił swój pogląd w następujących słowach:
Jestem patriotą lokalnym, lubię szwendać się po ulicach Gdańska i obserwować (z pewnym niepokojem) jego rozwój. Do tego lubię futbol, więc nie mam wyjścia - musiałem być fanem Lechii :)
Nienawiść lokalna jest dla garstki troglodytów. Z nudów i nadmiaru testosteronu szukają rywala, a nigdzie tak gładko nie przechodzą bluzgi, chlanie browara i rzucanie kamieniami, jak przy okazji meczu. Poza tym w każdym dużym mieście są jakieś dwie wrogie ekipy (np. Kraków), a wytyczona granica terytorialna tylko prowokuje do noszenia barw i starć.
Ciężko wrócić do czasów, kiedy to jak na dawnych filmach o tematyce piłkarskiej jeszcze z czasów kinematografii czarno-białej powrócił na stadiony spokój, kulturalny doping i nawet rozmowy w czasie meczu fanów obydwu drużyn, gdyż społeczeństwo ewoluuje. Nie mam nic przeciwko siedzeniu z kibicami rywala, dużo więcej można zrobić dla sportu lokalnego i ogólnie miasta dogadując się niż rozwalając przystanki i pisząc po murach. Ciekawe, o ile bogatszy byłby Gdańsk, gdyby nie środki wydane na a) naprawę szkód wyrządzonych przez kiboli Lechii/Arki b) wzmożone środki ochrony przed "newralgicznymi" meczami c) temu podobne wydatki przed/pomeczowe


Po dość wyczerpujących wypowiedziach poprzedników rośnie we mnie chęć komentarzu – taki epilog spinający klamrą całą polemikę. Być może będą to subiektywne odczucia, ale … cóż zrobić.
Zawsze po burdach na trybunach i demolce w ferworze walki nawet jednego krzesełka czy odpaleniu racy zawsze zastanawiałem się czy pseudokibice lub ci co przychodzą jedynie na stadion dla jedynie prężenia muskułów (nie mylić ze zwojami pod czerepem) zastanowili się - kto poniesie koszty takich negatywnych zajść ? … czy oni … raczej NIE… Kto opłaci kary nakładane przez PZPN za niebezpieczne sytuacje na stadionie ? Klub ! Więc mamy proste równanie: wydatki klubowe (w tym także na wzmocnienia składu nowymi piłkarzami) … od tego odejmujemy kary (nie są one finansowo małe !!) nakładane na klub przez wyczyny swoich kibiców = mniej pieniędzy w budżecie  niby takie banalne, a jednak do dnia dzisiejszego niezrozumiałe przez część przychodzącą na mecz.

Mogę zgodzić się po części z wypowiedzią Brejaka, że nawet jest w miarę spokojnie i dość bezpiecznie na gdańskim stadionie, lecz co ma powiedzieć rodzic, który zabrał ze sobą swoją pociechę i przez większość meczu musi zatykać uszy malcowi, by ten za ileś lat nie mówił, jak menel spod budki z piwem (co drugi wyraz to” ku….wa”). Byłem kiedyś na swoje i moich uszu szczęście jedynie raz na trybunie zielonej i bardzo zaniepokoił (mało powiedziane) mnie fakt, iż kibic, który nie śpiewa wulgarnie jest wyszydzany przez wodzireja.

Takie są niestety fakty, z którymi niestety nie wiem, czy sobie poradzimy, gdyż nawet cywilizacyjnie i mentalnie kierujemy się bardziej ku człowiekowi pierwotnemu (z jego prostymi zasadami silnej maczugi) mającego dostęp do coraz to nowszej technologii.

Już jakiś czas temu przeglądając forum jednego z portali natrafiłem na temat poświęcony prawnym działaniom wojewody pomorskiego w sprawie legalności użycia pirotechniki podczas np. meczowych opraw stadionowych. Jak zawsze w przypadku piłki nożnej zrobiło się burzliwie, a czasem nawet wulgarnie. Dużo było głosów domagających się zalegalizowania powyższej praktyki. Ja osobiście jestem przeciwny liberalizacji zagranicznych (UEFA) dyrektyw.

Dlaczego mam takie zdanie ? … Już od prawie 2 lat bywam dość często na gdańskim stadionie PGE Arena i przyglądając się mętnemu powietrzu unoszącemu się w obrębie zielonego sektora wynikającego z odpalenia kilkunastu rac zadaje sobie wtedy pytanie: czy oni coś widzą czy jedynie udają, że patrzą ? czy w czasie tej dłuższej chwili bramkarz działa jedynie instynktownie czy jednak być może coś dostrzega? Niekiedy - jak w sylwestra - rozlega się huk spadającej pod nogi bogu ducha winnej istoty jakaś petarda (szkoda, że nie wystrzeliła jeszcze w ręce pierwotnego posiadacza). Być może fanatycy nazwą mnie piknikiem, bo jak mogę takie poglądy głosić, ale nie zmienię go, a wręcz łatka nadana przez niekiedy pseudokibiców nie doskwiera mi w żadnym wypadku… To takie pierwsze moje spostrzeżenia na ten temat, a poniżej ocena zagrożeń i korzyści trójki naszych badanych:

Brejak : Jeżeli chodzi o pirotechnikę na stadionach to jestem jak najbardziej za. To tworzy piękne i efektowne widowisko,jeżeli chodzi o trybuny! I zgadzam się,że nad używaniem nadzór powinni sprawować np"Lwy Północy",czyli jakieś stowarzyszenie kibiców.Muszę przypomnieć,że mimo parokrotnemu odpaleniu tzw. rac na Lechii ,żadna z nich nie poleciała w stronę boiska.Więc jak to mówią piłkarze,trenerzy no i my kibice stadion to nie opera!


jx2 : Sama oprawa przy pomocy materiałów pirotechnicznych, wygląda bardzo efektownie. Mogliby wprowadzić ten rodzaj atrakcji, ale nie dla Wszystkich. Używanie pozwoliłbym tylko zorganizowanym grupom, jakimi są Klub Kibica "LWY PÓŁNOCY". Odpowiedzialne osoby przeszłyby odpowiedni kurs ppoż,, miałyby w swoim obrębie dla bezpieczeństwa np. wiadra z wodą. Wówczas taka oprawa byłaby zorganizowana i ciekawa. Warunkiem koniecznym, aby nie przeszkadzała w rozgrywaniu meczu. Gdyby pozwolono wszystkim na wnoszenie rac, łatwo mogłoby dojść do jakiś podpaleń i konfliktów między ludźmi.

lechista667 : Co do piro, mam mieszane uczucia. Straż pożarna nie po to daje rekomendacje, żeby mieć mniej roboty, tylko po to, żeby się kilkadziesiąt osób nie podpaliło (nie mówiąc o stratach materialnych). Z drugiej strony wypadków z pirotechniką nie było wiele i fajnie się to ogląda. Jestem za to przeciwko rzucaniu petard hukowych na płytę stadionu. Małpy, które to robią, powinny iść z miejsca na 48h i mieć kuratora.

Jak widać nawet tutaj zdania są podzielone, gdyż jedni patrzą przez pryzmat jedynie emocjonalno – wizualny, a reszta dostrzega także niebezpieczeństwa czy zakłócanie spokoju podczas oglądania meczu. No cóż, pewnie tyle rożnych głosów, ile osób wypowiadających się na kontrowersyjne tematy … pamiętajcie jednak można mocno, ale z kulturą.
Cdn…